1* – a violka powiedziała

powiedziała, co wiedziała

i nawet się z tym zgodziła

Wpisy z cyklu * „a violka powiedziała” pokazują zrobione kiedyś przeze mnie, upsss, przez moją „pannę violunię” memy. Memy to równoległa rzeczywistość, podobnie zresztą jak sama violka …


PONOĆ
życie to nie bajka, życie to kabaret
a że właśnie na życiowej scenie stuknęła mi sześćdziesiątka,
to mem będzie adekwatny do wagi i powagi sytuacji.

.

a co !!!

stuknięta sześćdziesiątka to jest to  !!!

I nic to, że włos całkiem już siwy,
że głos nieco bardziej skrzekliwy,
że już nie te oczęta,
że kolano boli i pięta,
że przywiędła nieco Malina
młodość wspominać zaczyna.

Nic, że czas, jak ten osioł uparty,
miast blefować, znaczy już karty
i coraz częściej blotka,
i wygrana jakby mniej słodka,
w rękawie jeden został as
i pewnie pora powiedzieć pas.

Nic, że szósteczka właśnie stuknęła,
to nie starość, to się „młodość” zaczęła,
bo ciągle mam jeszcze ochotę
na jakąś perfidną psotę,
i w głowie bez liku mam marzeń,
i chłodny dystans do zdarzeń.

a co !!!
stuknięta sześćdziesiątka to jest to  !!!
a życie zacina się po …
po … ho. ho, ho, ho !

Życie się zacina ??? …
A nie, nie ! nic z tych rzeczy ! życie się nie zacina, to tylko szósta młodość się zaczyna. A jak już się ta młodość, Kochaneńcy, zacznie to uuuuch – drżyjcie narody! geriawit, kanapa i czipsy…cud, miód i jeszcze na dodatek chałwa. Głowa do góry, reszta do przodu i marsz – świat optymizmem zdobywać …

 a co !!!
stuknięta sześćdziesiątka to jest to !!!
Czas wziąć się więc w garść i do dzieła,
ojjjj – czyżby się płyta zacięła ???
 a co !!! … a co !!! … a co !!! …
*

A co? – a tak nawiasem mówiąc, to sześćdziesiątka stuknęła mi cztery lata temu, w ostatnim dniu wiosny, 20 czerwca o dziewiątej rano.

*
                    bez przyjemności  informuję –  violka czyli Malina M *                     
Reklamy

POWITANIE

 

limeryk

 

TO JA MALINA M

*

Wpisy poniżej zostały przeniesione z mojego dawnego blogu z onetu. Pisałam wtedy jako Biruta M liberalka, co było dowolnym tłumaczeniem mojego pierwszego nicku „wstrętny liberał” przekładu dokonali moi Przyjaciele, a nick tłumaczy się – biruta miła liberałka”

 

http://violka-historie.blog.onet.pl/

 

Zrzut ekranu 2017-12-09 20.38.08

 

na pamiątkę …

 

*

DWIE BARBARY

Z DEDYKACJĄ DLA AISAB – BASI SPOTKANEJ KIEDYŚ W BLOGOWEJ PRZESTRZENI

To niezaprzeczalny urok mojej pracy
mogę oglądać i fotografować rzeczy dla innych niedostępne.

Święta Barbara, a właściwie dwie figurki Świętej Barbary, pochodzą z kościoła, o którym pisałam w poprzedniej notce. Obie są bardzo stare, zabytkowe i wyjątkowo piękne. Nie znajdziecie ich jednak w kościele, zwłaszcza ta pierwsza musi być odpowiednio chroniona.

FIGURA PIERWSZA
.

 .

wczesnorenesansowa

 

Drewniana, polichromowana, przepięknie złocona,
Ta wczesnorenesansowa figurka powstała, na przełomie szesnastego i siedemnastego  wieku, w lokalnym warsztacie rzeźbiarskim. Jak ją zobaczyłam to aż dech mi zaparło.

Święta Barbara zwykle przedstawiana była w długiej szacie z rozpuszczonymi włosami i koroną. Figury świętych, w dawnych czasach wyposażane były w tak zwane atrybuty, czyli przedmioty pomagające w ich łatwym rozpoznaniu. Tu postać Świętej Barbary trzyma w rękach charakterystyczny dla niej atrybut – wieżę. Wieża to miejsce więzienia świętej Barbary, charakterystyczne trzy okna miały przypominać jej prawdę o Trójcy Świętej.

Maleńka figurka pierwotnie znajdowała się w jednym z ołtarzy bocznych pod wezwaniem Świętej Barbary. Była umieszczona w szklonej aediculi tuż nad tabernakulum, tam gdzie teraz umieszczony jest Krucyfiks. Figurkę otaczały anioły. W tej chwili figura jest zabezpieczona ołtarz w takiej formie, jak jest, z delikatnymi szybkami aediculi, nie zapewniał ochrony cennej figurze.

 

.
tak wygląda ołtarz teraz
.

.

A tak mógł wyglądać, gdy znajdowała się w nim figurka. Zrobiłam fotomontaż, żeby łatwiej było sobie wyobrazić. Figurka w proporcji była zapewne trochę mniejsza ale tak lepiej chyba działa na wyobraźnię.

 

.

Ten cudny rokokowy ołtarz to prawdopodobnie dzieło rzeźbiarza Michała Ignacego Klahra Młodszego. Ołtarz jest drewniany, polichromowany, złocony. Wykonany w 1793 roku. O Mistrzu Klahrze pisałam poprzednio, przy okazji Ołtarza Głównego, z tym, że w przypadku tamtego ołtarza mamy absolutną pewność, co do autorstwa. Tu autorem jest najprawdopodobniej sam Mistrz ale też dzieło mogło powstać w jego pracowni, pod jego kierunkiem.

.

Na ołtarzu, po prawej stronie aediculi, autor umieścił atrybut Świętej Barbary, czyli wieżę. Figury Świętej Barbary mają czasem jeszcze inne atrybuty, miecz, od którego zginęła, kielich z Hostią jako symbol Eucharystii, przyjętej przed śmiercią, gałązkę palmową, symbol męczeństwa albo pawie pióro – symbol nieśmiertelności.

*
FIGURA DRUGA
.
.
barokowa

 

Drewniana, polichromowana, barok ludowy, powstała w lokalnym warsztacie rzeźbiarskim na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Tutaj widzimy więcej atrybutów, oprócz wieży z trzema oknami jest jeszcze kielich i miecz, symbol narzędzia które przyniosło jej śmierć.

*
HISTORIA ŚWIĘTEJ BARBARY

Święta Barbara to młoda, piękna i inteligentna dziewczyna, o ogromnej erudycji, silnej osobowości oraz odwadze, a przede wszystkim miłości do Chrystusa. Urodziła się około 285 roku w Heliopolis, mieście położonym w pobliżu Aleksandrii – ówczesnej wielkiej metropolii rzymskiej. Jej ojciec, możny poganin Dioskur nie szczędził pieniędzy na kształcenie córki, przeniósł się do Nikomedii (dzisiaj w Turcji) gdzie piastował wysokie stanowisko i  sprowadzał dla niej znakomitych nauczycieli filozofów.

W Nikomedii Barbara zetknęła się z wielkim filozofem i pisarzem Orygenesem z Aleksandrii. Utworzone przez Orygenesa akademie w Aleksandrii i Cezarei należały wówczas do najlepszych w imperium. Pod jego wpływem a także wpływem jego ucznia Walentyna, nauczyciela retoryki, sztuki, muzyki, filozofii a także lekarza i kapłana, przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości.

Ojciec dowiedziawszy się o tym uwięził ją w wieży. Głodził, straszył aż w końcu wydał rzymskiemu sędziemu. Dziewczynę wtrącono do więzienia. Próbowano torturami zmusić Barbarę do złożenia ofiary rzymskim bogom. Trudno sobie to wyobrazić – biczowanie maczugami, przypalanie ogniem, rozdrapywanie ciała aż w końcu obcięcie piersi i wyprowadzenie nago na miejsce stracenia. Była silna. Do więzienia chrześcijanie jakoś przekradli się i przynieśli jej Najświętszy Sakrament, to z  Niego czerpała swa siłę. Na miejscu stracenia namiestnik odczytał jej wyrok. Została ścięta mieczem, wykonawcą wyroku był jej ojciec Dioskur.

*

I na koniec jeszcze raz Ołtarz Świętej Barbary – aniołki mistrza Klahra.

 

.

Tak sobie patrzę na te anioły i patrzę …
Patrzę na inne, z tego ołtarza. Kogo Mistrz przedstawił ?

 

.
Może znajomych albo przyjaciół, a może swoją rodzinę ?

 

.

Każdy anioł jest inny, każdy o czymś myśli.
Anioły od smutku, anioły od radości … anioły od spraw beznadziejnych …

 

.

Każdy anioł zapewne ma swoją własną historię,
historię, zapisaną dłutem rzeźbiarza.

*
BASIU – NIECH DOBRE ANIOŁY STRZEGĄ,
A ŚWIĘTA BARBARA WYPRASZA POTRZEBNE ŁASKI
Hania
*

SKRZYDLATY

Nigdy nie zostanę dużym aniołem !
moje skrzydła nie urosną do nieba
nie schowam się za odbicie tęczy
tu mi dobrze
.
.
Przysiadłem na krawędzi wieków
zamoczę nogi w chłodnej wodzie
która jest cichą wodą modlitwy
błogosławione sacrum silentium
lubię ciszę
Mam tylko jedną niebieską rybę
i mam jednego błękitnego ptaka
dam każdemu niebieską nadzieję
za tęsknotę, za łzy, za uśmiech
za darmo
.
Moja niebieska ryba nie odpłynie
mój błękitny ptak nie zgubi pióra
Mały aniołek od wielkich rzeczy
liczę dni, miesiące, lata … wieki
i czekam
.
***

Czasem w wielkim i pięknym zabytku można spotkać małego i pięknego aniołka. Można nawet, z małym i pięknym aniołkiem poszeptać na ucho. O czym poszeptać ? Oooo – to tajemnica.
*

DZISIAJ ZADUSZKI

Tatusiu – Twoja obrączka śpi spokojnie w pudełeczku,
a Ty codziennie, z obrazka w moim pokoju,
machasz do mnie prześlicznym prawdziwkiem …

blog_nv_4570000_6879672_tr_a50

Dziadziu – pamiętam: Bóg Honor Ojczyzna
Dziadziu – pamiętam: nigdy w plecy, nigdy zdradziecko

Babciu – podobno kochałaś mnie „małpią miłością
Babciu, zbyt mała byłam. Nie pamiętam …

*

BYŁ TAKI CZAS

*Był taki czas w roku 1943, w ogniu walk  na Wołyniu o Kościół i Naród Polski, że kilkakrotnie wychodząc cudownie spod gradu kul i noży ukraińskich, przysiągłem sobie, że jeśli z tych opresji wyjdę – chcę cicho pracować jako szary żołnierz Chrystusowy, bez żadnych orderów i nagród. Zdawałem sobie sprawę, że żyję i tak już ponad program*

To słowa mojego Wujka Dionizego, a dokładnie mówiąc Stryja, starszego brata mojego Tatusia.

       

Z Wołynia przywiózł Wujek trzy, jakże ważne, rzeczy: Ikonę – prezent od parafian, modlitewnik – prezent od przyjaciela i przestrzelony przez ukraińskiego rezuna kapelusz. Gdyby wtedy, w ogniu walki, Ukrainiec wycelował kilkanaście centymetrów niżej dzisiaj modliłabym się na uroczystości odsłonięcia Pomnika Pomordowanych na Wołyniu. Piękna uroczystość, hołd oddany pomordowanym, jak powiedział odprawiający Mszę ksiądz – dokończenie niedokończonych mszy sprzed 70 lat. Wujkowi dane było dokończyć osobiście.

Kula trafiła trochę za wysoko. Przez większość dorosłego życia słuchałam tego, co opowiadał. Nie było w tych opowieściach nienawiści, był głęboki ból i do końca pamięć, której czas nie zacierał … Gdy wspomnienia innych rzeczy mgła pokrywała te cały czas były żywą i bolącą raną. Pod koniec życia Wujek poznawał już tylko kilka osób ale wyciągał stary modlitewnik i pokazywał mi palcem mówiąc – to mój przyjaciel, otwierał na pierwszej stronie, gdzie była dedykacja i widziałam wielkie wzruszenie na twarzy tego surowego człowieka. Kolejny raz pokazywał mi słowa skreślone ręką przyjaciela, popa, którego Ukraińcy zamordowali za przyjaźń z Wujkiem, za bratanie się z wrażym polskim księdzem.

Ale od początku.

Był rok 1934. Starszy brat mojego Taty zdał właśnie maturę. Wesoły, wysportowany, przystojny, chłopak, absolwent gimnazjum klasycznego w Jarosławiu i Małego Seminarium Duchownego we Lwowie, wyruszył ze swoim ojcem do pobliskiego klasztoru, w Leżajsku. Chcieli obaj podziękować za pomyślne zdanie matury. Tam, przed cudownym wizerunkiem Matki Boskiej Leżajskiej, ostatecznie odczytał swoje powołanie.

        0 - 3.jpg

 Jeszcze tylko rok służby Ojczyźnie w Szkole Podchorążych, w Jarosławiu i w końcu wyczekany wyjazd, w roku 1935, na Wołyń, do Łucka.  W Łucku Wyższe Seminarium Duchowne. Mijają cztery lata i 11 czerwca 1939 roku młodziutki alumn Dionizy przyjmuje  święcenia diakonatu. Jest już prawie księdzem. Szczęśliwy wyjeżdża do domu rodzinnego, do Sieniawy. Wakacje w domu zakłóca mu jednak wybuch II wojny światowej. Nie ma możliwości dostania się do Łucka żadnym środkiem transportu, bierze więc rower i wyrusza w drogę. Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Sieniawa a gdzie Łuck. Nic to dla młodego chłopaka, dociera więc na rowerze do swojego seminarium. A w Łucku biskup Szelążek, obawiając się zlikwidowania seminarium przez bolszewików, przyśpiesza święcenia kapłańskie ostatniego rocznika. I tak, 15 października 1939 roku, mój Wujek, wraz z kolegami z roku, zostaje wyświęcony na księdza. W Katedrze Łuckiej.

         0 - 4.jpg

Tak wtedy wygląda. To pierwsze kapłańskie zdjęcie.

Trudne to były czasy. Zawierucha wojenna, krwawe łuny, Niemcy, Ukraińcy, banderowcy, bolszewicy … Najpierw jest kapelanem w łuckim sierocińcu, potem trafia do maleńkiej parafii w Perespie, koło Kowla, potem na parafię w samym Kowlu. W końcu, 18 sierpnia 1941roku, zostaje proboszczem parafii Sienkiewiczówka, niedaleko Łucka.

Pierwszy rok w Sienkiewiczówce upływa w miarę spokojnie ale już nacjonaliści ukraińscy zaczynają podnosić głowę. Groźnie pobrzmiewa ich pieśń „Smert’, smert’, lacham smert’! „ Latem 1942roku w Sienkiewiczówce Niemcy wraz z ukraińską policją, mordują Żydów, zgromadzonych w getcie. Nacjonaliści Ukraińcy rozzuchwalają się coraz bardziej, napadają na Polaków, rabują, biją, podpalają domy. W tym czasie, w Sienkiewiczówce, działa grupa konspiracyjna AK a także grupa Samoobrony. Obie grupy wspiera oczywiście młody proboszcz. W tym wspieraniu Wujkowi przydaje się doświadczenie, zdobyte niegdyś w jarosławskiej szkole podchorążych. W konspiracji Wujek przyjmuje pseudonim „Boruń”. Kiedy ataki Ukraińców się wzmagają do wioski zaczynają napływać uciekinierzy z całej okolicy.

1.jpg

Tak wyglądał kościół w Sienkiewiczówce.

W czerwcu 1943 roku UPA intensywnie zaczyna gromadzić siły wokół Sienkiewiczówki. W tej sytuacji  Samoobrona podejmuje decyzję o ewakuacji. 23 czerwca 1943 roku, pod osłoną oddziału Samoobrony, wyrusza do Łucka konwój ludności polskiej . Wujek jedzie na koniu, bez sutanny ale w kapeluszu. Czuwa nad całością. Po drodze trafiają się potyczki, w jednej z nich spłoszone konie unoszą wóz z całym dobytkiem parafii, banderowcy ostrzeliwują konwój, kapelusz Wujka jest dobrze widocznym celem. Kula przeszywa kapelusz na przestrzał. Konwój szczęśliwie dociera do Łucka.

Zrządzeniem Opatrzności Polacy opuścili tę wieś. W lipcu 1943 roku, kiedy to wybuchła Wielka Nienawiść, banderowcy z UPA wpadli do Sienkiewiczówki, spalili katolicki kościół, aptekę, stację kolejową, młyn, część opuszczonych polskich domów. Wtedy to zamordowali popa, paląc jego ciało razem z cerkwią.

Tak rezuny z UPA ukarały popa za przyjaźń z polskim księdzem – ze znienawidzonym przez nich „chytrym Lachem”, który przed zaplanowanym przez OUN – UPA „pogromem Lachów” bezpiecznie wyprowadził swoich parafian do Łucka. Parafia w Sienkiewiczówce przestała istnieć. W Łucku Wujek zamieszkał przy Katedrze. Za jakiś czas biskup Szelążek powierzył mu funkcję proboszcza Katedry.

         0 - Nowy-2aaa.jpg

 Katedra Łucka

 Mój Wujek zawsze był świetnym kaznodzieją. Już wtedy zapraszano go chętnie do głoszenia rekolekcji. Szczególnie tragiczne okazały się rekolekcje wielkopostne 1943 roku, we wsi Perespa, w parafii, której proboszczem był wówczas stryj mojego Wujka (i oczywiście mojego Taty), czyli brat mojego Dziadka. Cóż – księżowskie tradycje w mojej rodzinie, po mieczu, były od pokoleń. Na rekolekcje do Perespy przybyło kilku księży. Wujek, doświadczony już w bojach z Ukraińcami, namawia księży, by nie spali na plebanii, tylko na noc schowali się w kościele. Koledzy wprawdzie podśmiewają się z takiej ostrożności ale w końcu decydują się na taki nietypowy nocleg. I całe szczęście. Wieczorem upowcy wpadają do Perespy, zaczynają mordować ludzi, podpalają też plebanię. Dobijają się do kościoła ale ktoś ich płoszy. Rankiem w plebanijnym ogrodzie ludzie odnajdują nagie ciała dziewcząt. Bydlaki poobcinali im bagnetem piersi. Zdarzenie, którego nie da się zapomnieć do końca życia.

Proboszczem Katedry Łuckiej był mój Wujek do samego końca, aż do sierpnia 1945 roku, kiedy to parafię katedralną wysiedlono z Łucka. Transportem kolejowym Wujek wiózł do Polski to, co po parafii pozostało, zwłaszcza pieczołowicie ukrywany, największy skarb – cudowny obraz Matki Boskiej Latyczowskiej, Pani Wołynia i Podola. Kapituła Łucka przeniosła się do Polski, księża rozproszyli się po całym kraju.

          0 - 5.jpg

Z Katedry Łuckiej droga przywiodła Wujka do Katedry Wrocławskiej.

Cieszył się, że jest jej proboszczem ale w głębi serca nosił dawną katedrę. Po drodze do wrocławskiej katedry był a jeszcze Brzeg i święta Dorota we Wrocławiu. To  właśnie w Brzegu Wujek był tym, który protokolarnie przesłuchiwał Franciszka Gajowniczka, najważniejszego świadka tragedii oświęcimskiej ojca Maksymiliana Kolbe.

Nasz kościół to ostatni etap najdłuższy, bo trzydziestoletni. Pamiętam, jak Wujek zapraszał łuckich księży.

0 - 2.jpg

 Na zdjęciu Kapituła z Prymasem Wyszyńskim, rok 1970.

Cała Kapituła Łucka zjeżdżała się u nas. Z biegiem lat księży ubywało. Pamiętam, jak po spotkaniach mój Tatuś rozwoził ich najpierw po parafiach, potem po domach starców. Wielu historii wysłuchał po drodze.

 0 - Nowy-11.jpg

 To chyba koniec lat 70-tych. Kapituła Łucka na pamiątkowym zdjęciu przed wejściem do naszego kościoła. Mój Wujek to ten w okularach, drugi od prawej.

Po śmierci Wujka w osobistych rzeczach Tatuś znalazł jego łańcuch i pierścień, symbole przynależności do Kapituły Łuckiej. Odwieźliśmy zaraz te insygnia do Krakowa, tam będą świadkami czasów, które minęły.

       

Ta Madonna to jedyna pamiątka, która mi po Wujku pozostała. Dostał ją, w dowód wdzięczności, od parafian z Sienkiewiczówki.

Wujek został pochowany z wielkimi honorami ale w starej, znoszonej sutannie. Prócz tej Madonny nie miał nic. Wisiała nad Jego łóżkiem, patrzył na nią, gdy się modlił, patrzył na nią, kiedy umierał. Teraz Ikona wisi nad moim łóżkiem i ja patrzę na nią kiedy się modlę. Mam nadzieję, że podobnie jak Wujka, i mnie ochroni przed nienawiścią.

 

*

STRASZNE SŁOWO – KATYŃ …

właśnie skończyła się Msza Święta w Katyniu , w rocznicę wymordowania naszych oficerów … dzięki TV  mogłam na tej Mszy być i pod Katyńskimi Tablicami usłyszeć Dzwon Pamięci i modlić się za Nich … kwiat naszej armii … ten dzwon niestety brzmiał tylko TAM bo tu brzmi wyłącznie hymn na cześć Lecha Kaczyńskiego … co tam Katyński Dzwon … tego dzwonu nie opłaca się słuchać dzisiaj, bo to nie rok kampanii … dziś o Katyniu cicho i głucho i tylko garstka Polaków na tamtymi grobami … i ten przerażający dzwon … w oczach ludzi łzy i „dziwny” brak nienawiści … prawda – jakie to dziwne … brak nienawiści …
O Katyniu od kołyski slyszałam, to jest moja tożsamość …
              
Nikt z mojej rodziny tam nie zginął ale ci , co z Andersem wrócili przekazali nam prawdę o Katyniu … ta prawda głęboko wyryła się w moim sercu dlatego tak mi smutno, że coraz mniejsze znaczenie ma to dla Polaków, Katyń odpływa w niepamięć … dzisiaj umieszczam tu zdjęcie mojego Wujka Stasia ,oficera, który z Andersem wrócił …
Stasiowi zawdzięczam wiele z tego, co wiem o tamtych strasznych czasach … o Nim dzisiaj myślę … i o Nich …